Imprezy

Darek Dafi Filipowski - Rekordzista Świata i Europy.

Polecam wszystkim tekst Dafiego o jego udziale w Rekordzie Świata HD.

Od tamtego czasu Dafi wraz ze swoim Teamem Fly Definition zdobył  brązowy medal w Mistrzostwach Europy, zajął IV miejsce z Pucharze Świata oraz uczestniczył w kolejnym Rekordzie Europy HD 96Way!

Gratulujemy i trzymamy kciuki za  realizację kolejnych marzeń !

"Wrzesień 2011r to czas którego nigdy nie zapomnę… 9 miesięcy wcześniej w Eloy w Arizonie zrobiłem swojego pierwszego 6way’a wertykalnego i nawet przez moment nie pomyślałem wtedy, że był to początek podróży, przygody z bigway’owym lataniem headdownowym…po kilku warsztatach w Empurii w jakich uczestniczyłem zostałem przez członków Babylonu zaproszony do Rekordu Europy HD – 80way’a i jako pierwszy i jedyny Polak zostałem rekordzistą Europy w tej dyscyplinie skydivingu…:)

Ogromna radość  i duma jaką wtedy czułem, że o satysfakcji nie wspomnę, nie pozwalała przebić się pewnej natrętnej myśli, marzeniu, które wydawało się tak nierealne, że obudziło w konsekwencji moją sportowa ambicję której wynikiem mogła być tylko jedna myśl…Rekord Europy-super!!! ale dlaczego nie Rekord Świata…??? :)

2 wyjazdy do Sebastian na Florydzie, wyjazd do Dubaju, wyjazd do Chicago oraz 2 wyjazdy do Eloy w Arizonie zostały uwieńczone oficjalnym zaproszeniem na Rekord Świata HD 142way. Te wszystkie podróże na warsztaty organizowane przez najlepszych na świecie nauczyły mnie naprawdę wiele, moja wiedza teoretyczna jak i umiejętności w powietrzu wzrosły ogromnie w stosunku do tego co prezentowałem i posiadałem nawet wtedy kiedy pobijaliśmy Rekord Europy. Byłem świadomy tego, że teraz lepiej czuję powietrze, szybciej reaguję na to co się wokół mnie dzieje, latam pewniej, stabilniej i przede wszystkim wielokrotnie potwierdziłem sam sobie że doskonale pracuję w stresie. Potrafiłem się zmobilizować i przestać myśleć o wszystkim innym co mnie otacza, skupić się na skoku, „rozebrać” go na części pierwsze…perfekcyjnie wykonać swoje zadanie…

Jednak to wszystko było niczym wobec tego co czekało na mnie w sierpniu 2012r w Chicago i nie miałem świadomości jak wielki stres i emocje mogą wyzwolić skoki podczas bicia Rekordu Świata… Już pierwsze próby pierwszego dnia pokazały, że nie ma marginesu chociażby na najmniejszy błąd, po każdym skoku kilka osób traciło swoje sloty na rzecz zawodników rezerwowych grzecznie czekających na ziemi i milcząco, choć czasami również  w dobitnych słowach przypominających nam-podstawowemu składowi, że trzymają kciuki…po kryjomu krzyżując palce za plecami... :)

Moja pozycja – zewnętrzny pod, a także zupełnie nowa technika i inżynieria budowy tej formacji skutkowała tym, że moje wyjście z samolotu, a właściwie oderwanie od niego bo stałem w momencie oddzielania się na zewnątrz, odbywało się tyłem i polegało na trakowaniu na plecach w kierunku oddalających się samolotów w oczekiwaniu na „wypadniecie” bazy. Trwało to wieczność bo uwierzcie mi, że 8 sekund w takiej sytuacji taką właśnie wiecznością jest, szczególnie że w tym czasie praktycznie traci się z zasięgu wzroku samoloty i wydaje się, że nie ma żadnych szans aby „podlecieć do góry” i dołączyć do budującej się formacji. Jednak duża różnica prędkości spadania na plecach 140-160km/h a w pozycji HD 250-300km/h sprawiała, że już po kilkunastu sekundach należało zaginać kąt spadania tak aby dopasować swoją prędkość do reszty teamu.

Pierwszy dzień – 5 prób, z każdym skokiem lepiej i lepiej ale wciąż bez sukcesu zakończył nasze zmagania i pokazał, że tak łatwo jak wszyscy myśleli na początku, to jednak nie będzie. Kolejne próby drugiego dnia, kolejne roszady w szeregach 142 osobowego teamu (kilka odczułem prawie na własnej skórze bo „wycięci” zostali i zastąpieni nowymi skoczkowie,  którzy byli bardzo blisko mnie lub w zasięgu mojego sfokusowanego na zadaniu wzroku) zaowocowały zmianą kształtu formacji, a właściwie przemieszczeniem 6 osób. Były one wcześniej łącznikami linii pomiędzy pięcioosobowymi pod’ami w środku formacji a zostali przemieszczeni na zewnątrz i ustawieni jako stingerzy zewnętrznych pod’ów. Po czwartym skoku 2 dnia a dziewiątym  w sumie zapanowało ogólne podniecenie bo wszyscy poczuli w powietrzu to czego nie sposób wytłumaczyć ale jest to uczucie jakiego doznajemy tam na górze kiedy wszystko poszło zgodnie z planem i formacja została zamknięta… Oczekiwanie na ogłoszenie sukcesu dziwnie się przeciągało, a zdenerwowanie na twarzach organizatorów wzrastało z minuty na minutę i nikt nie wiedział czy jest to tylko taka gra czy faktycznie jest jakiś problem. Niestety okazało się, że to drugie :(

Podczas przekazywania rysunku formacji sędziom po zmianach jej kształtu „ktoś”, pewnie rysując w pospiechu albo też nie zdając sobie sprawy jak może to być istotne nie zastanowił się jak powinna być prawidłowo ustawiona ta szóstka skoczków po zmianie slotów. Chodziło o wydawałoby się tak mało istotny szczegół jak to którą ręką maja oni trzymać swoje pod’y. Rysunek pokazywał że lewymi a film i zdjęcia ze skoku, że prawymi. Decyzja sędziów była nieubłagana i ostateczna: mamy nowy rekord stanu Illinois – 142way ale o Rekordzie Świata nie może być mowy… Podjęliśmy jeszcze jedną próbę tego dnia i mimo extra wysokości  6000m (normalnie skakaliśmy z 5200m)ogólne załamanie wywołane tą głupią pomyłką  i frustracja wzięły chyba górę bo daleko było do zamknięcia całej formacji.

Trzeci dzień po odpoczynku i poukładaniu sobie w głowach tego co się stało kilkanaście godzin wcześniej zaowocował naprawdę dobrymi skokami choć ciągle brakowało tej przysłowiowej wisienki na torcie. Zbudowaliśmy 141way’a, 140way, 138way’a ale wciąż powtarzał się problem i to ten sam problem w tej samej części formacji. I wtedy po czwartym skoku tego dnia, a przed 15 skokiem ogólnie, zapadły w teamie organizatorów bardzo ważne decyzje. Postanowiono zupełnie „wyciąć” 4 osoby nie zastępując je nikim rezerwowym, postanowiono po prostu formację rekordową zmniejszyć do 138osób. Rook Nelson i spółka postawili wszystko na jedną kartę i kolejny raz wygrali. Przynajmniej tak nam się wydawało po skoku bo znowu ten niewytłumaczalny impuls przeszedł przez formację i tam w powietrzu wszyscy gdzieś głęboko w środku poczuli smak zwycięstwa, smak sukcesu…. Nauczeni jednak doświadczeniem dnia poprzedniego wszyscy grzecznie czekaliśmy na decyzje sędziów, która po krótkiej zaimprowizowanej grze organizatorów (która miała nam namieszać w głowie i spowodować, że pomyślimy, że i tym razem się nie udało :) ) została oficjalnie ogłoszona przy towarzyszącym jej ogromnym wrzasku rozradowanych gardeł 138 skoczków z całego świata. A wśród nich ja Polak, po raz pierwszy w historii polskiego skydivingu. Świętowania przy skrzynce tequili nie muszę opisywać bo zapewne jesteście sobie w stanie wyobrazić jak odreagowywaliśmy 3 dni walki, stresu i przeciwności jakie zgotował nam los.

Spełnienie jakie poczułem tego dnia wieczorem kiedy usiadłem na trawie i patrzyłem w gwiazdy było warte poświęconego czasu i pieniędzy, kolejny raz udowodniłem sobie i nie tylko sobie mam nadzieję, że trzeba tylko chcieć, trzeba mieć marzenia i nie obawiać się je realizować… Kolejne przede mną…"

Darek Filipowski

Autor: Maciek, Data: 2013-09-23